czwartek, 12 kwietnia 2012

TOP TEN - KARLIE KLOSS

Dziś rozpoczynam na swoim blogu cykl postów,z serii TOP TEN, poświęconych na przedstawienie Wam ogólnego zarysu najbardziej wziętych modelek,z przełomu ostatnich dziesięciu lat,poczynając od teraz,a kończąc na latach dziewięćdziesiątych. Czyli wtedy,kiedy to u mnie,jako nastolatki zaczynały się pierwsze fascynacje światem mody. Zapewne modelek będzie nieco więcej,niż tylko dziesięć,bo bardzo trudno byłoby się zamknąć w tak okrojonym gronie.


Numer jeden na mojej liście to- KARLIE KLOSS- młodziutka,bo zaledwie dwudziestoletnia Amerykanka,uznana za jedną z najlepszych modelek wszech czasów,mimo swojego młodego wieku.
Jako nastolatka ćwiczyła balet,jednak nie wróżono jej kariery międzynarodowej,z uwagi na zbyt wysoki wzrost. Udało się jednak w modelingu. Karlie ma 185 cm wzrostu,rozmiar ubrania to 34,a numer buta 40.
Pracuje dla najbardziej znanych w świecie mody- Marc Jacobs,Gucci,Eli Saab,Chanel,Calvin Klein,Alexander McQuinn,Chloe,Valentino,Victor & Rolf,Donna Karan.
Moim skromnym zdaniem,ta dziewczyna ma w sobie to COŚ,co powinno wyróżniać supermodelkę,świetnie się rusza i kocham ją za jej dzikie spojrzenie:) Powodzenia Karlie!














































































































































































































































































































































































































































sobota, 31 marca 2012

KOLOROWE PAZNOKCIE

Chcę Wam zaprezentować moja skromną kolekcję lakierów do paznokci,w którą niedawno się zaopatrzyłam.
Jest już rzeczą powszechnie wiadomą,że jestem wielką fanką tanich nabytków:) także w kosmetyki inwestuję znikomą ilość kapitału. Dokładnie tak samo jest w przypadku nowych lakierów.
Postanowiłam je mieć z tego względu,że do tej pory używałam w zasadzie tylko dwóch kolorów, firmy MISS SELENE,w miarę dobre(z podkreśleniem w miarę) ale po ok 2,3 dniach zaczynają odpryskiwać. Była to czerwień wpadająca w bordo i delikatny,naturalny róż,pasujący praktycznie do wszystkiego.
Ale tej wiosny zaszaleję sobie,a co...! Wszak każdemu należy się odrobina przyjemności w życiu:)
Teraz zainwestowałam w lakiery firmy ADOS. Najpierw kupiłam jeden na próbę. Efekty znacznie przerosły moje oczekiwania,biorąc pod uwagę to,że lakier kosztuje ok 5zł. Po pierwsze- wygodny,długi pędzelek i uchwyt,co znacznie ułatwia malowanie. Po drugie-lakier świetnie pokrywa płytkę paznokcia,już po pierwszym nałożeniu uzyskujemy pożądany kolor,rozprowadza się równomiernie i szybko wysycha. Jeślii podczas nakładania powstaną delikatne smużki,same sie równają,nie trzeba ich kilkukrotnie poprawiać.
I co najważniejsze,długo się trzyma,bo ok. od 3 do 5 dni,bez szwanku,choć już po tym czasie powstają pierwsze oznaki normalnej eksploatacji,np.podczas mycia naczyń lakier najzwyczajniej w świecie ściera się od krawędzi i to raczej nieuniknione,ale i tak jest bardzo trwały.  Dlatego po dokładnym przetestowaniu postanowiłam zainwestować w cztery pozostałe:)
Dawno temu połasiłam się na super dobry (niby miał taki być...) lakier,jakiejś znanej firmy,już nawet nie pamiętam jakiej. Kosztował ok 20zł. I od tamtej pory jedno wiem na pewno,nigdy więcej nie zainwestuje w tzw."dobry" (czytaj drogi) lakier,bo efekty są po prostu opłakane,a lakier wylądował  w koszu na śmieci. Z praktyki wiem już,że im tańszy,tym bywa lepszy. Taki mały paradoksik:) Choć to zapewne nie jest regułą. Ja jednak swoje cuda już znalazłam:)


Miss Selene-czerwień nr-142
róż lekko połyskujący nr- 196
Każdy po ok 3zł- ja kupuję je w drogerii Astor














Nowe nabytki- po ok 5zł każdy- zakupione w drogerii Astor
I tak od tej strony- nr 628 cegła; nr 594 żółty; nr 632 ciemny róż; nr 637 połyskujący turkus; nr 629 intensywny pomarańcz












Tak to mniej więcej wygląda




















I jeszcze w przybliżeniu

czwartek, 29 marca 2012

TAYLOR TOMASI HILL

Taylor Tomasi Hill jest obecnie redaktorką magazynu Marie Claire,czyli jednego z najbardziej poczytnych magazynów kobiecych na świecie i nie ma się temu co dziwić, patrząc na stylizacje tej pani.
Swego czasu była też modelką...i tu muszę się powtórzyć...nic dziwnego mając TAAAKĄ figurę!
Jakiś czas temu natknęłam się przypadkiem na jej fotkę w internecie,nie miałam pojęcia kim jest,ale od razu po zobaczeniu zdjęcia,spodobał mi się jej indywidualny look,który teraz,po zapoznaniu się z dużą częścią stylizacji pani Taylor,osobiście określam mianem GENIALNY!  Niesamowicie przypadł mi do gustu. Nie znalazłam nawet jednej wpadki,choć to oczywiście moje subiektywne spostrzeżenia. Widać tam śmiałą grę kolorem,fasonem,stylem i dużą ilością dodatków oraz ciężkiej,wielkiej biżuterii,czyli dokładnie to,co kocham najbardziej. Myślę,że czułabym się super tak właśnie ubrana. Wprawdzie brak mi jeszcze odwagi do takiej ekstrawagancji,ale może czas najwyższy spróbować...? Bo Taylor Tomasi Hill,muszę przyznać,jest szalenie inspirującą postacią. Urzeka mnie jej odwaga i co ważne,widać,że ta kobieta super czuje się w swojej skórze i w ciuchach,które nosi,dlatego,że jest pewna siebie i super kobieca,a co za tym idzie, we wszystkim wygląda wspaniale,wręcz niesamowicie. Jej styl ciągle ewoluuje,raz jest bardzo elegancka,a raz super ekstrawagancka,łamie bariery i nie trzyma się ściśle określonych trendów,i do tego wszystkiego super się w tym wszystkim czuje,co widać- to się nazywa kobieca pewność siebie. Bo tak naprawdę nieważne jest co nosisz,tylko jak się w tym czujesz,bo to twoje samopoczucie nadaje genialnego looku nawet przysłowiowemu workowi:)
Zapraszam poniżej,sami oceńcie jej stylizacje.
Podobają się?


































































































































































Zestaw totalnie w moim guście. Pięknie!




































































































































































































niedziela, 11 marca 2012

IKONA STYLU - GIOVANNA BATTAGLIA

Chciałabym Wam przedstawić włoską ikonę stylu,zachwycającą wspaniałym gustem,szykiem i elegancją.
Giovanna Battaglia,bo o niej mowa,kiedyś była modelką współpracującą z Dolce & Gabbana,dziś jest stylistką przygotowującą modelki do sesji i szefową działu mody w Vogue L'Uomo.
Giovanna Battaglia,jak widać na niżej zamieszczonych zdjęciach,jest miłośniczką minimalistycznych,kobiecych fasonów. Jej kreacje charakteryzuje elegancja i umiar,w myśl zasady "im mniej na siebie włożysz,tym mniejsze prawdopodobieństwo,że strzelisz gafę",nie szaleje z kolorami i dziwnymi krojami, gust ma wspaniały,bo z najprostszych rzeczy potrafi uczynić mega ciekawą kreację,poprzez dobór poszczególnych elementów. Widać,że kobieta zna się na swoim fachu i doskonale wie co robi. Nosi drogie,markowe ciuchy. Ale żeby dobrze wyglądać na prawdę trzeba płacić krocie za metkę PRADY? Osobiście tak nie uważam,a poza tym z mojej strony byłoby to marnotrawstwo,bo zawsze odcinam metki,po prostu gryzą:)
Jak Wam się podoba styl Giovanny Battaglia?
Oceńcie sami.


Trzeba przyznać,że figurę ma ładną. Choć jak dla mnie chyba trochę za chuda.


































Szyk w prostocie. Nawet dawno zapomniany,zwykły szaliczek może dodać uroku.

















Ten sam golfik w innym wydaniu.























































































































































Dla mnie to nr 1,będzie ich jeszcze kilka;)






























Super kreacja.




































Super buty:)



































Totalny nr 1! Klasa sama w sobie,nic dodać,nic ująć.





















































To też nr 1.
Świetnie to razem wygląda.




























Jak dla mnie kompletna klapa.
Widać każdy może mieć zły dzień.






















Tu też klapa.




















To nr 1. Szyk i elegancja- ponadczasowe.